Do miejscowości Itri mieliśmy najbliżej na zakupy i kawę. Kiedy wjeżdżaliśmy do miasta, po drugiej stronie ulicy stał patrol włoskiej policji. Paweł spojrzał na policjantów i powiedział:
– Zobaczysz, jak będziemy wracać i oni nadal tu będą, to nas zatrzymają. Ten policjant od początku nam się przygląda.
Zaparkowaliśmy, a po zakupach wypiliśmy kawę w barze. Pospacerowaliśmy po Itri i po jakimś czasie ruszyliśmy w drogę powrotną. Patrol nadal stał w tym samym miejscu, a policjant zauważył nas jeszcze zanim dojechaliśmy. Spokojnie wyszedł na środek jezdni, z charakterystycznym włoskim luzem machnął lizakiem i gestem pokazał, żebyśmy zjechali na pobocze przy skrzyżowaniu.
Policjanci mieli w sobie pewien rodzaj luzu, natomiast sama kontrola była bardzo dokładna. Sprawdzili dokumenty, a następnie bardzo uważnie porównali numery tablic rejestracyjnych, naklejki legalizacyjne i wszystkie oznaczenia z wpisami w dowodzie rejestracyjnym.
Tego jeszcze nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy, dlatego zdziwienie mieliśmy wypisane na twarzach, zwłaszcza ja. W końcu Paweł przewidział, że policja nas zatrzyma. Kiedy wszystko się zgadzało, Paweł zapytał, dlaczego aż tak dokładnie sprawdzają samochód.
Usłyszał odpowiedź, która bardzo mnie zaciekawiła. Policjant powiedział, że ma to związek z polskimi tablicami rejestracyjnymi i jakimiś oszustwami.
To nie był pierwszy raz, kiedy zdziwiły nas polskie tablice w Italii
Co ciekawe, przypomniała mi się wtedy sytuacja sprzed kilku lat.
Byliśmy w Terracinie i zauważyliśmy włoską wypożyczalnię samochodów. Przed nią stało kilka aut. Niby nic niezwykłego, gdyby nie jeden szczegół-wszystkie miały polskie tablice rejestracyjne. Pamiętam nasze zdziwienie. Włoska wypożyczalnia i samochody na polskich blachach? Wtedy nie mieliśmy pojęcia, z czego to wynika.
Dopiero po kontroli w Itri i rozmowie z policjantem zaczęłam szukać informacji na ten temat. I wtedy trafiłam na określenie „targhe polacche”-polskie tablice, które od kilku lat pojawia się we włoskich mediach.
O co chodzi z „targhe polacche”?
Temat dotyczy polskich tablic, ale nie chodzi o polskich turystów.
Problem dotyczy części włoskich kierowców, którzy, korzystając z pośredników, rejestrują samochody w Polsce lub innych krajach Unii Europejskiej, aby płacić znacznie niższe składki ubezpieczeniowe niż we Włoszech. Najgłośniej mówi się o tym w okolicach Neapolu, gdzie obowiązkowe ubezpieczenie samochodu należy do najdroższych w całym kraju.
Tematem zajmowały się m.in. RAI oraz włoskie media motoryzacyjne. Opisywano zarówno legalne sposoby korzystania z zagranicznych rejestracji, jak i przypadki oszustw związanych z dokumentami, fikcyjnymi rejestracjami czy wykorzystywaniem zagranicznych tablic do obchodzenia przepisów.
Czy właśnie dlatego policjant tak uważnie oglądał nasze tablice? Nie wiem. Być może po prostu chciał mieć pewność, że polskie tablice rzeczywiście należą do samochodu, którym się poruszamy.
Tamta kontrola uświadomiła mi, że czasem za pozornie zwykłym zatrzymaniem kryje się historia, o której turyści nie mają pojęcia. Od tamtej pory trochę inaczej patrzę na polskie tablice w Italii. Jeśli widzę je w Rzymie, Florencji czy innym turystycznym mieście, to nic szczególnego. Ale jeśli gdzieś na włoskim „zadupiu” mignie mi polska rejestracja, od razu myślę o Itri i tamtej kontroli. Bo jednak w miejscu, do którego zagraniczni turyści nie docierają aż tak często, polskie blachy mogą się wyróżniać.



